Header h1

Nasze świadectwa


"Nauczyłam się ufać Jezusowi w trudnych chwilach

i to daje mi pokój przewyższający zrozumienie."

 

Odkąd sięgam pamięcią zawsze tęskniłam za czymś więcej niż otaczający mnie świat materialny.  W domu rodzinnym nie rozmawiało się o Bogu i sprawach wiary choć pamiętam , że mamie zależało byśmy przystąpili do "pierwszej komunii" . Pamiętam też, że moja babcie zawsze modliła się przed snem - wierzyła że jest sprawiedliwy Bóg i karze za zło.Pod koniec szkoły podstawowej, po jakiejś lekcji religii dużo rozmyślałam o życiu i śmierci Jezusa - dziś myślę , że dotknął  mnie wtedy Duch Święty.Myślałam o swoim życiu, o tym, jak często  źle postępowałam i że Jezus cierpiał również za moje grzechy. Po raz pierwszy wtedy oddałam Mu swoje życie. Nie miałam jednak Biblii, nie wiedziałam nawet, że jest taka Księga, w której Bóg mówi do ludzi. Więc dalej chodziłam na msze, poszłam nawet na pielgrzymkę do Częstochowy, ale nic w moim życiu nie zmieniało się na lepsze. Wciąż robiłam źle chociaż chciałam czynić dobrze.Kiedy kończyłam szkołę średnią na wakacjach poznałam ludzi z ewangelicznych środowisk. Byli inni : radośni, pełni pokoju i chęci niesienia pomocy. Dostałam od nich adres kościoła zielonoświątkowego w Krakowie , ale nie zdecydowałam się tam pojechać.I tak sobie to moje życie płynęło aż poznałam przyszłego męża. Zdecydowaliśmy się być razem, na świat przyszła nasza córka, ale nie było dobrze. Mąż nadużywał alkoholu. Było coraz gorzej i wtedy  zdecydował się poszukać pomocy u Boga. Miał  kolegę, narodzonego na nowo chrześcijanina i to on skierował nas do biblijnej społeczności. Po krótkim czasie ponownie oddałam Jezusowi swoje życie i zawarłam z Nim przymierze przez Chrzest.Potem przyszły do naszego życia  trudności. Urodziłam kolejne dziecko, ale synek był niepełnosprawny. W międzyczasie mąż powrócił do starego życia zupełnie odchodząc z Bożej drogi. Rozstaliśmy się i od tamtej pory mogłam już polegać tylko na moim Zbawicielu . Nie zawiódł mnie. Przeprowadził przez wiele trudności zdrowotnych i materialnych.Dziś mija ponad 20 lat od tamtych chwil . Jezus jest dla mnie cenniejszy niż kiedykolwiek. Nauczyłam się mu ufać w trudnych chwilach i to daje mi pokój przewyższający zrozumienie. Dał mi wiele kochanych Sióstr i Braci i troszczy się o każdą naszą potrzebę. Bardzo Go kocham i jestem  bardzo wdzięczna, że mogłam Go poznać , doświadczyć, jaki jest dobry i że zawsze mogę na Niego liczyć . A przecież najlepsze dopiero przede mną :)

 

"W prostej modlitwie powierzyłam moje życie Jezusowi Chrystusowi i od tego czasu chodzę w przyjaźni z Bogiem. Dzięki łasce Boga jestem szczęśliwa, bo zbawiona."

 

   Mam na imię Ela. Jestem żoną i matką trójki dzieci. W 2018 roku zaczęłam czytać Pismo Święte i to przyczyniło się do dobrych i realnych zmian w życiu moim i mojej rodziny . Poznając Słowo Boże, stopniowo poznawałam Boga – Jego miłosierdzie, łaskawość, świętość, sprawiedliwość i to, że nic nieczystego przy Nim się nie ostoi. Poznając prawdę o Bogu coraz bardziej widziałam prawdę o sobie. Zobaczyłam swoje życie w Bożym świetle. Poczułam ogromne zasmucenie, bo zdałam sobie sprawę ze wszystkich swoich grzechów i ze swojej religijnej obłudy. W tym momencie od zawsze noszony lęk przed śmiercią jeszcze bardziej się wzmógł! Wiedziałam, że w takim stanie nie mogę stanąć przed  Świętym Stwórcą.

   W tym przygnębieniu i beznadziei Bóg nie pozostawił mnie na długo. Czytając ostatnie rozdziały ewangelii Mateusza dotyczące śmierci Pana Jezusa, zobaczyłam, że jest możliwe dla mnie duchowe ocalenie. Z ogromną mocą doszła do mnie prawda ewangelii, że sam Bóg postanowił złożyć siebie w ofierze za mnie! Jezus Chrystus, Syn Boży, wcielony Bóg bez najmniejszej skazy wobec Bożego Prawa stał się doskonałą ofiarą za moje grzechy ,,Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Jezusie Chrystusie, Panu naszym.” (list do Rzymian 6:23) Jezus zapłacił za mnie dług. Wziął na Siebie karę za moje grzechy, a wiara w to wszystko daje mi usprawiedliwienie, w NIM mogę dostąpić pojednania z Bogiem Ojcem.  To była dla mnie naprawdę dobra nowina. ,,Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.” (Ew. Jana 3:16) W moim sercu zrodziła się wiara i nadzieja, strach przed śmiercią odszedł w niepamięć, gdyż przyszła Boża miłość i nieznany mi do tej pory pokój   związany z poczuciem przebaczenia grzechów. Przepełniła mnie ogromna wdzięczność i chęć podobania się mojemu Panu i Zbawicielowi. To Jezusowi Chrystusowi w prostej modlitwie powierzyłam moje życie i moją rodzinę.

   Od tamtego czasu chodzę w przyjaźni z Bogiem. Razem z mężem staramy się służyć Bogu w codziennym życiu i lokalnej społeczności. Dzięki łasce Bożej jesteśmy szczęśliwymi – bo zbawionymi ludźmi.

   „Wielu mówi: Któż pokaże nam dobro? Panie, wznieś nad nami światło Twego oblicza! Wlałeś w moje serce więcej radości, niż w czasie, gdy obfitowały ich zboże i wino. W spokoju się położę i zasnę, bo Ty sam, Panie, sprawiasz, że mieszkam bezpiecznie.” (Ps 4:6-8).

 

"Przyszedłem do Jezusa, jako bankrut ze świadomością, że sam nie dam rady uwolnić się od moich grzechów i największego nałogu i prosiłem, aby mi pomógł, i tak się stało."

 

  Mam na imię Janusz, mam 42 lata. Wychowałem się w rodzinie typowo katolickiej. Byłem przeciętnym dzieckiem. Nigdy nie szukałem Boga. Już jako 14 latek zacząłem spożywać alkohol w różnych formach, palić papierosy, ale nie robiłem  większych wybryków. Starałem się wyglądać przed ludźmi dobrze. Później się ożeniłem, urodziło nam się troje dzieci, i tak leciał rok za rokiem, a ja popadałem w coraz głębszy alkoholizm. Byłem tzw. cichym alkoholikiem, oszukiwałem w tym swoją żonę. Oficjalnie piłem przy niej małe ilości, ale po kryjomu o wiele więcej.

   Żyłem w oszustwie, ale myślałem o sobie, że jestem moralnie w porządku, i oczywiście przekonany, że inni też tak o mnie sądzą. Próbowałem wiele razy skończyć z nałogiem i z oszustwami. Udawało się tylko na chwilę i za każdym razem było coraz gorzej.

Na początku 2018 roku moja żona zaczęła się interesować Biblią. Gdy przychodziłem z pracy, często opowiadała mi o Bogu i o tym co przeczytała w Piśmie Świętym. Ku własnemu zdziwieniu słuchałem z zainteresowaniem, aż przyszła chwila, że pomyślałem – co mi szkodzi, otworzę Biblię i zacznę czytać. Już w pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju przyszła do mojego serca wiara w Boga i w to, że Bóg wszystko stworzył. Po krótkim czasie przestałem czytać Stary testament, a zacząłem Nowy. Wtedy Duch Święty rozpoczął mocno pracować w moim sercu. Przekonałem się, że jestem wielkim grzesznikiem oraz, że żyję w obłudzie. Zacząłem poznawać prawdę, że zbawienie jest tylko w Jezusie Chrystusie, że żadna religia, żaden człowiek, żaden kościół nie może pomóc mi w osiągnięciu zbawienia, tylko osobista relacja z Bogiem.

   Jezus uwolnił mnie z alkoholizmu z dnia na dzień, dzięki Niemu przestałem oszukiwać w pracy i codziennym życiu. Padłem na kolana, oddałem Mu swoje życie, błagałem żeby mnie oczyścił z moich grzechów. Przyszedłem do Niego, jako bankrut z decyzją, że sam nie dam rady uwolnić się od m.in. największego nałogu i prosiłem, aby mi pomógł, i tak się stało. Na drugi dzień, nie miałem głodu alkoholowego, przyszła prawdziwa wolność.

   Czytając Pismo Święte z czasem przychodziło do nas co raz mocniejsze przekonanie, że musimy opuścić Kościół Katolicki. Zauważyliśmy, że nie ma tam prawdy, że nie głosi się tam prawdziwej Ewangelii. Z Biblii dowiedziałem się, że tylko Jezus jest drogą, prawdą i życiem, że jest jedynym pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem, że tylko przez Niego mogę być zbawiony. Uwierzyłem, że Jezus jest Synem Boga żywego, że umarł za moje grzechy i zmartwychwstał oraz siedzi po prawicy Boga Ojca.

   Moim jedynym autorytetem jest Pismo Święte. Wiem, że „całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauki, do strofowania, do poprawiania, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany.” (2 list do Tymoteusza 3:16-17).  Ze Słowa Bożego dowiedziałem się, że Boga należy czcić w duchu i w prawdzie i że nie potrzebuję do tego specjalnego budynku i różnych ceremonii.

   Obecnie z rodziną służę Bogu w lokalnej społeczności ewangelicznej.

 

"Dzięki Jezusowi narodziłem się na nowo. Bóg dał mi nowe życie zbudowane na prawdzie Słowa Bożego w wolności i radości."

 

   Jak większość ludzi w Polsce urodziłem się w rodzinie katolickiej. Moje życie było przeciętne. Miałem trochę nałogów, z którymi sobie nie radziłem. Dlaczego określam, że "było", dlatego że moje nowe obecne życie, które otrzymałem z łaski od mojego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, jest zupełnie inne, a przede wszystkim budowane na prawdzie.
  Około 2 lata temu, wiosną w okolicach świąt wielkanocnych poznałem Jezusa Chrystusa. Poznałem Go przez Słowo Boże. Przyszedł do życia mojego i mojej rodziny, mojej żony i moich dzieci. Docierały do mnie i do mojej żony informacje, żeby czytać słowo Boże, ponieważ tylko ono ukazuje sens naszej egzystencji i objawia prawdę o naszym zbawieniu. Zacząłem czytać Biblię, której zupełnie nie znałem chociaż byłem osobą religijną. Słowo Boże jest, jak ostry miecz przeszywa do głębi. Poprzez Słowo Bóg włożył w moje serce upamiętanie, czyli głęboki żal i wyznanie moich grzechów oraz uświadomienie tego, co stało się na Golgocie, i to za mnie, za moje grzechy.
  Zawsze uważałem że bycie dobrym, uczciwym to klucz do zbawienia, a tu taki szok, że to nie wystarczy, że to za mało. Słowa które Jezus powiedział do Nikodema w Ewangelii Jana: "Musisz się na nowo narodzić" przeszyły mnie do głębi. Fragment z Ewangelii Jana:
"A był pewien człowiek z faryzeuszy, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Przyszedł on do Jezusa w nocy i powiedział: Mistrzu, wiemy, że przyszedłeś od Boga jako nauczyciel nikt bowiem nie mógłby czynić tych cudów, które ty czynisz, gdyby Bóg z nim nie był. Odpowiedział mu Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć królestwa Bożego. Nikodem zapytał go: Jakże może się człowiek narodzić, będąc stary? Czy może powtórnie wejść do łona swojej matki i narodzić się? Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego.
Co się narodziło z ciała, jest ciałem, a co się narodziło z Ducha, jest duchem. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić." (Ewangelia Jana 3:1‭-‬7)
  Wtedy Bóg włożył do mojego serca i umysłu autorytet Słowa Bożego, bez którego prawdziwe nawrócenie nie jest możliwe. Czytając dalej zacząłem się coraz bardziej przybliżać do mojego Pana. Fragment z listu do Tymoteusza: "Jeden bowiem jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus", uświadomił mi że kluczem do Zbawienia jest Jezus Chrystus, i w Nim jest wszystko. Doskonała ofiara którą poniósł na krzyżu za mnie i za Ciebie jest pełnią. Bóg poświęcił swego jedynego syna i wydał Go na śmierć, by wyratować nas od grzechu, to wyjątkowa łaska, niemająca względu na osobę, dostępna dla każdego człowieka niezależnie kim jest. Boża sprawiedliwość, która tak bardzo różni się od tej naszej ludzkiej.
  Jezus Chrystus sprawił że narodziłem się na nowo, uwolnił mnie z wszelkich nałogów z którymi miałem potężny problem do tej pory, sprawił że zapragnąłem z całego serca żyć według jego zasad, a przede wszystkim zgodnie z prawdą.
"Jezus powiedział: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze mnie.(Ewangelia Jana 14:6)
  Nawrócenie to niełatwa droga, która wymaga poniesienia wszelkiego rodzaju kosztów, to przewartościowanie swojego dotychczasowego życia, to droga całkowitego oddania Jezusowi Chrystusowi. Słowa Apostoła Pawła doskonałe to obrazują :
"Proszę więc was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali wasze ciała jako ofiarę żywą, świętą, przyjemną Bogu, to jest wasza rozumna służba."(list do Rzymian 12:1)
   Dziękuję mojemu Panu za to, że przeprowadził mnie i moją żonę i moje dzieci, przez ten czas, który nazwałbym czasem próby, ze względu na moją rodzinę i brak jedności duchowej, co jest zrozumiałe, gdyż poznanie Boga można osiągać tylko przez pryzmat Słowa Bożego, a nie religię.
  Pan prowadzi mnie każdego dnia, kształtuje i daje siłę do walki ze swoimi słabościami. Odkąd zamieszkał w moim sercu, jest obecny we wszystkim co przeżywam. Kształtuje moje relacje małżeńskie i z dziećmi. Bóg jest cudowny i zatroszczył się o wszystko a nawet więcej jak mówi słowo Boże : A Jezus odpowiedział: Zaprawdę powiadam wam: Nie ma nikogo, kto by opuścił dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, żonę, dzieci lub pole ze względu na mnie i na ewangelię; A kto by nie otrzymał stokrotnie więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a w przyszłym świecie życia wiecznego. (Ewangelia Marka 10:29‭-‬30)
   Dziękuję Panu że Jezus zmienił moje życie. Chwała Panu Jezusowi Chrystusowi za wszystko.

 

Któregoś wieczoru, kiedy wołałam do Boga z głębi serca i z determinacją, Bóg przemówił do mnie przez Psalm 91 i uwolnił mnie od lęków.

 

Wychowywałam się w małej miejscowości, w rodzinie katolickiej, gdzie duchowe wartości wpajane mi były od urodzenia. Z drugiej strony wiele było pijaństwa w domu rodzinnym i pogańskich wierzeń. Od dziecinnych lat duchowe przewodnictwo przejął nade mną wuj, który był księdzem. To sprawiło, że stałam się osobą bardzo religijną. Często uczęszczałam do kościoła na msze, również w dni powszednie. Pamiętam, że jako dziecko mówiłam do Boga chciałam, żeby stał się dla mnie kimś bliskim. Gdy podjęłam naukę w Liceum, przyszedł okres zagubienia i depresji. Nie mogłam sobie poradzić ze sobą, to był czas kiedy umarła mi babcia, wtedy nasiliły się lęki, bałam się ciemności...

W tamtym czasie poznałam  nową koleżankę, która powiedziała mi o Biblii, że jest to Sowo Boże, i że jest ktoś kto mnie kocha - Jezus Chrystus. Słowa te wywarły na mnie mocne wrażenie. Jednak nie rozumiałam Biblii którą zaczęłam czytać, natomiast codziennie chodziłam do kościoła i przyjmowałam eucharystię. W taki sposób trafiłam do charyzmatycznej grupy odnowy w Duchu Świętym. Z jednej strony - czytaliśmy Pismo Święte, modliliśmy się, jeździliśmy na całonocne czuwania do Kalwarii. Mówiliśmy o zbawieniu które mamy w Chrystusie. Z drugiej strony dobrze się bawiliśmy na imprezach, które były dla nas normą. Pragnęłam zbliżyć się do Boga ale ciągle nie miałam z Nim relacji ani pokoju w sercu, bałam się co ze mną będzie kiedy umrę, gdzie  się znajdę?

Postanowiłam, że przeczytam całą Biblię, kiedyś usłyszałam, że nie można modlić się do obrazów bo to jest bałwochwalstwo...i rzeczywiście odkryłam, w  Rzym. 1,23 "I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka..."

Dalej, Słowo o pośrednikach, 1Tym 2,5 "Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus" i o tym, że Dz.7,48 "Najwyższy nie mieszka w budowlach rękami uczynionych.." ale "niebo jest tronem moim, A ziemia podnóżkiem stóp moich..."

To wszystko sprawiło, że nauka kościoła katolickiego zaczęła mi się kłócić z Biblią...

Poznałam wtedy kilka osób z kościołów ewangelicznych i zaczęłam chodzić do nich na spotkania. Podczas czytania Słowa z Ew.J. "Ojcze uświęć ich w prawdzie Twojej słowo Twoje jest prawdą" nagle otworzyły mi się oczy. Wiedziałam, że muszę odrzucić wszystko co jest sprzeczne z Jego Słowem, autorytet wuja i wszystkie ludzkie autorytety, które do mnie przemawiały. Od tej pory zapragnęłam aby Duch Święty prowadził mnie i objawiał mi prawdę. Odrzuciłam tradycję katolicką i eucharystię ponieważ jak jest napisane Rz.9,26 "Gdyż w takim razie musiałby cierpieć wiele razy od początku świata; ale obecnie objawił się On jeden raz u schyłku wieków dla zgładzenia grzechu przez ofiarowanie samego siebie..."

Stało się dla mnie jasne, że Pan Jezus umarł na krzyżu za moje grzechy, zmartwychwstał i już więcej nie umiera i nie ma go w opłatku ale jest żywym, prawdziwym Bogiem!

Jako młoda studentka interesowałam się naukami o moralności czytałam dużo książek psychologicznych i filozoficznych. Sama też uważałam, że jest we mnie coś dobrego, dopóki nie natrafiłam na werset z Iz.64,6 "I wszyscy staliśmy się podobni do tego co nieczyste, a wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona..." Bóg obnażył moją pychę, wiem, że bez Jezusa nic nie znaczę ale wszystko mam w Nim.

Któregoś wieczoru, kiedy wołałam do Boga z głębi serca i z determinacją, Bóg przemówił do mnie przez Psalm 91 i uwolnił mnie od lęków.

Dał mi wierzącego męża, z którym ponad 20 lat idziemy drogą naszego Pana Jezusa Chrystusa. Przeszliśmy wiele trudnych doświadczeń ale Bóg jest wierny i nigdy nas nie zostawił. Mamy dwójkę dzieci, naszą córkę Noemi i Pawła, którego adoptowaliśmy dzięki naszemu Panu, gdyż włożył nam to do serca. Bóg wszczepił go w naszą rodzinę. Każdy dzień powierzam Jezusowi, dziękując Mu za okazaną łaskę i dobroć.

Chwytam się obietnicy  Iz. 44:3 „Gdyż wyleję wody na spieczoną ziemię i strumienie na suchy ląd; wyleję mojego Ducha na twoje potomstwo i moje błogosławieństwo na twoje latorośle”.

 

Podczas modlitwy doznałem niesamowitego uczucia, najpierw poczułem, że noszę ogromny ciężar na swoich plecach i nagle w jednej chwili został mi zdjęty. Poczułem jak Bóg zdejmuje ze mnie grzechy.

 

Moje zainteresowania duchowością pojawiły się kiedy byłem nastolatkiem, zadawałem sobie bardzo dużo pytań o sens życia i o to, co w tym życiu jest najważniejsze. Skoro każdego człowieka czeka śmierć, pytanie - Co będzie dalej ? - okazało się bardzo nurtujące. Zacząłem bardzo mocno zgłębiać religie, szczególnie wschodnie. Pochłonęło mnie to całkowicie, utwierdzałem się, że świat jest zły i nie wart niczego. To powodowało we mnie totalną ignorancję i obojętność. Nie chciałem mieć z nikim kontaktów, więc je zrywałem. Izolowałem się i poświęcałem ciągłemu badaniu i wdrażaniu różnych praktyk duchowych np.: medytacji, czy wychodzenia z ciała. Moją odpowiedzią na życie po śmierci była reinkarnacja. Ale to wszystko nie dawało mi prawdziwego pokoju, zaczęły się nawet pojawiać myśli o samobójstwie. Teraz wiem, że diabeł miał mnie w swoich rękach. Zrozumiałem, że w tamtym okresie stopniowo zacząłem nienawidzić Boga. Zobaczyłem to dopiero, gdy oddałem swoje życie Panu Jezusowi. Z jednej strony, nie wierzyłem w Niego, ale z drugiej, (nieświadomie) bluźniłem i przeklinałem Go.

Miałem wtedy 19 lat. Kilku moich dobrych znajomych, nawróciło się i przyjęło do swojego serca Pana Jezusa. We mnie wywoływało to salwy śmiechu i inne nie warte przytaczania tutaj myśli. Było jednak coś jeszcze, zobaczyłem w nich zmianę - mówili o pokoju, który otrzymali. Byłem w stu procentach pewny, że się mylą i postanowiłem im to udowodnić. Właśnie wtedy, pierwszy raz w życiu wziąłem Biblię do ręki i zacząłem czytać. Nic nie rozumiałem, a pewne rzeczy wydawały mi się śmieszne. I przyszła mi myśl, że w tak wielu miejscach szukałem prawdy, ale nigdy nie wpadłem na to aby szukać jej w Biblii. W tym czasie nikt z moich znajomych, nie spodziewał się, że mogę powierzyć życie cudownemu Panu Jezusowi. Jednak się pomylili. Dzień w dzień, czytałem Słowo Boże i choć wtedy niewiele z niego rozumiałem, zacząłem myśleć o powierzeniu swojego życia Bogu. Lecz przyszło również zwątpienie, że dla mnie jest za późno, że popełniłem takie grzechy których Bóg mi nie przebaczy. Był to dla mnie dziwny czas, żyłem jakby w odrętwieniu i totalnym skołowaniu. Po pewnym czasie zacząłem czytać książkę „Nicky Cruz opowiada” Jest to świadectwo człowieka, który był szefem gangu młodocianych na ulicach Nowego Jorku, na jego rękach była krew ludzka, a jednak Pan Jezus darował mu grzechy. To był dla mnie przełom. Znowu pojawiła się nadzieja. Skoro jemu - to może i mnie. Postanowiłem pójść na spotkanie zielonoświątkowe i tam się nawróciłem. Było wezwanie, kto chce oddać swoje życie Panu Jezusowi i wtedy podniosłem rękę. Podczas modlitwy doznałem niesamowitego uczucia, najpierw poczułem, że noszę ogromny ciężar na swoich plecach i nagle w jednej chwili został mi zdjęty. Poczułem jak Bóg zdejmuje ze mnie grzechy.

Od tej pory staram się żyć zgodnie z tym co mówi Biblia. Wiem, że Bóg jest przy mnie i przy mojej rodzinie. Chcę dodać, że jeszcze wiele pozostaje do zmiany w moim charakterze, postępowaniu, ale zachętę i wytrwałość w swoim życiu czerpię z prawdziwej i realnej mocy mojego Pana Jezusa Chrystusa jak zapisane jest w 1 Kor. 1:18 Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą.

Na zakończenie chcę przytoczyć jeszcze jeden fragment ze Słowa Bożego który w sposób wyjątkowy zawsze do mnie przemawia:

1 Kor. 1:27-31

27. Ale to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne,

28. I to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg, w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić,

29. Aby żaden człowiek nie chełpił się przed obliczem Bożym.

30. Ale wy dzięki niemu jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i poświęceniem, i odkupieniem,

31. Aby, jak napisano: Kto się chlubi, w Panu się chlubił.

 



Funkcja dostępna tylko dla zalogowanych.